panna-paradoks blog

Twój nowy blog

Wpisy w kategorii: Bez kategorii

Ożesz ku…

Brak komentarzy

Newsy newsy newsy.
Po pierwszy news- facet w życiu.
Po drugi news- nienawidzę Jolki z kazdą chwilą coraz bardziej
Po trzeci news- czerwony to zły kolor wlosów dla niebieskookiej pieguski!

Ano, przyszła. Nie da się ukryć. Tatuś i porąbana sąsiadka biegali dzisiaj z grabiami (oczywiście tata po naszym a sąsiadka po swoim ogrodzie) walcząc z tonami opadłych liści. W powietrzu czuć ten specyficzny zapach mokrego, gnijącego świata przeplatany z delikatną nutą palonych liści i chwastów. Temperatury płatają wredne figle- od takich które powodują szczękanie zębami do plus osiemnastu w pełnym słońcu. Tu gdzie mieszkam stale wieje chłodny wiatr. A jak pada to w ogrodzie i na ulicy robią się parszywe błotniste bajora brudzące nogawki i glany…
W taka pogodę w sumie nietrudno o wieczne zmęczenie i brak zadowolenia z życia. Ale w przypadku większości ludzi ta tak zwana jesienna depresja jest tylko jakże inteligentnym i psychologicznym wyjaśnieniem lenistwa które dopada nas w okresie jesiennym. Kto wie, może ma to jakis bezpośredni związek z przestawianiem metabolizmu na system zimowy i zmuszaniem oczu do patrzenia na jednolity zgniły kolor za oknem? Na nieszczęście istnieje niewielka grupa ludzi o zachwianiach emocjonalnych. PRAWDZIWYCH zachwianiach emocjonalnych, spowodowanych przez prawdziwe problemy a nie wyimagowane pierdoły, które dziewczynki czytające bravo uważają za nieszczęścia. Nie moje miłe- złamany paznokieć, tudzież ciaża pozamaciczna w kolanie (ta… czytałam o takiej na jednym blogu- szczere oklaski dla kretynki która na to wpadła. Może sobie podać rączkę z Rutkowską. I najlepiej niech obie wyemigrują na księzyc żeby nam poziomu intelektualnego nie obniżać)- nie są problemami. To są głupie sztuczne problemy potrzebne wam tylko po to, zeby uczynić swoje życie bardziej dramatycznym. Jakbyście nie mogli sie cieszyć póki możecie. a uwierzcie mi, nie za długo to potrwa.
Jesienna depresja nie istnieje. Istnieje za to prawdziwa depresja, dla której jesienna aura, monotonia i cała seria prawdziwych problemów są wspaniałą pożywka. I jedyne co zostaje takiej osobie to zastanawianie się- dlaczego, kurwa, ja? Dlaczego to ja jestem chora, a nie ktoś inny? Czy jestem słabsza, gorsza czy bardziej beznadziejna od kogoś innego?
W inną depresję jesienną nie uwierzę i będę gnoić każdego kto wmówi mi, że ma doła bo oh-ah przyszła jesień. Rozumiem hasła „mam lenia”, „ciśnienie leci w dół i nic mi się nie chce”, „łeb mnie boli”, „przez tą pogodę wiecznie chce mi się spać”. Ale „jesienna depresja” dla mnie jest jak łyżka z matrixa – nie istnieje!

O sąsiadce.

1 komentarz

Nudząc się jak cholera postanowiłan napisać cokolwiek. Brak natchnienia oczywiście nie pomógł więc podeszłam do okna liczac na znalezienie jakiegokolwiek tematu do obgadania.
I oto sie pojawił! Niestety zaobserwowałam moją nieco wrednawą i bardzo wścibską sąsiadkę przemieszczającą sie posuwistym krokiem po swoim ogrodzie. Idę o zakład, ze gdybym uchyliła okno (ale za zimno na dworze jest na takie ekscesy…) usłyszałabym nawoływania „Carmen! Dolores!” (imiona psa i kota sąsiadki- i kto mi powie, że jestem pojebana nazywając zwierzeta na cześć postaci z Gwiezdnych wojen?? Lepsze to niz taka telenowela!) .
Wracając do sasiadki. uwielbiam ją (o słodka ironio). Kobieta jest okropna. Jak miałam 11 lat oskarżała mnie o próby smobójcze polegające na skakaniu z okna (mieszkam na piętrze, a pół metra pod oknem jest dach z garażu… śmierć na miejscu murowana). a dziś dopadła mnie i zaczęła wypytywać o pieska (mieszka u mnie od wczoraj. Biała klucha, która podobno ma się stac owczarkiem szwajcarskim :)).

Shit. Przerwa. Zapowiedzieli mi jebanego kolosa z jebanych błon. Pełna frustracja i niechęć do życia.

Co to jest miłość i po co ona komu. Ha. Dobre pytanie.
I ja sobie teraz bedę na nie odpowiadać lejąc wodę i gadając od rzeczy.

Jednak nie. W trakcie edukowania mnie na temat doszło do zmiany tematu blotki.

Panna Paradoks przełaziła wikipedię, blogi rozentuzjazmowanych czytelniczek brawo, notki zdepresonowanych porzuconych i zakochanych małolatów. I doszła do wniosku, że miłość istnieje. Prosze panstwa oto wzniosła wieść.
Ale definicji takowej to nikt już nie podaje. A raczej podaje, każdy kurde inną.
Generalnie dzięki temu zrozumiałam dlaczego tak bardzo wkurwiają mnie ludzie którzy mówią ‚on cię nie kochał’, ‚on nia ciebie nie zasługiwał’, ‚on…..’ sratatatata.
A kto powiedział że jak facet nie prawi mi komplementów to mnie nie kocha?
Kto mi udowodni, że nie zakochałam się na zabój w Kubie? Albo, że on nie zakujał sie we mnie?
Albo, że nic nie bedzie/będzie coś z…?
NIKT! BO POJĘCIE MIŁOŚCI JEST SUBIEKTYWNE, INDYWIDUALNE, WŁASNE I PRYWATNE.
Racjonaliści mogą w nia nie wierzyć, romantycy widzieć ja wszędzie a Johnny deep może mówić że „jeżeli w oczach kobiety nie widzisz swoich dzieci to nie jest to miłość i wypierdalaj!”
A każdego kto mysli inaczej i bedzie mi po raz kolejny narzucał swoje zdanie na powyższy temat kopnę. Z glana w twarz. Kilka razy. Żeby dotarło, że Pannie Paradoks podskakiwać nie należy.

Mrok i Zło

1 komentarz

Mrok to oczywiście ja nie ma co ukrywać.
Zło to moja droga Lareth, jakże by inaczej najlepsza przyjaciółka. Mówi się, że z najlepszą przyjaciółką można iść na zakupy, łazić w szpilkach po mieście i obserwować reakcje facetów. Guano prawda!
Lareth jest moją najlepszą przyjaciółką bo nie możemy chodzić razem na zakupy, nie chodzi w szpilkach i nie obserwuje facetów na ulicy (poza różowokoszulowym wycacanym studentem kosmetologii z którego obie mamy polew). Właściwie to ze Złem wydaje się jakbyśmy znały się od wieków, a nie marny miesiąc. To jest już cholernie ścisła symbioza, a może nawet  helotyzm. A wafel to wie? Ja się tam glonem ani grzybem nie czuję w sumie…
A wracając do Lareth. Jaka ona jest… Całkowicie i zupełnie nieszkodliwa, w momencie kiedy obetnie paznokcie. Poimijając kilka nicnieznaczących faktów, a mianowice: spania z nożem pod poduszką, posiadania uroczego kompletu nożów do rzucania oraz błachego faktu, że swoją nogą obutą w glana sięga mojej twarzy. Należy zaznaczyć, że jest ode mnie niższa o głowę. I na moje szczęście jej glan chamuje przed twarzą ludzi których lubi…
Ja nie sięgam swoją nogą obutą w glana do jej twarzy. Dobija mnie ten fakt xD
Myślę, że opis wystarczający żeby zrozumieć z jakim zmutem się przyjaźnię ;)

Początek.

1 komentarz

Paradoksalnie, początek tego bloga bierze się z końca.
A tak… A właściwie od piątku wieczór. Są dni kiedy człowiek czuje się beznadziejny, zapomniany, niepotrzebny. Pełna frustracja i zakompleksienie. I wtedy przychodzi sposób na zakonczenie swojego marnego żywota- samobójstwo. Niestety najwyraźnieuj jestem tak pechowym dzieckiem, że nawet to mi w życiu nie wyszło. Co tu dużo gadać? Wszystko na nic:
Tabletki- owszem praktyczne, nic nie boli i człowiek spokojnie zasypia na wieki wieków. Ale pojawił sie problem- w moim domu na stanie były tylko neoangin, rutinoscorbin i dwie aspiryny. mogłabym tym zabić przeziębienie i ewentualnie sie przeczyścić, ale z wiecznego snu raczej nici. Sfrustrowana udałam sie więc do łazienki…

  • Żyletka- dla masochistów dobre, ale docięcie się do zył za bardzo bolało… więc heja wlewamy wodę do wanny.
  • Utopienie się- nie w moim wypadku. Nie da się. Umiem za długo wstrzymac oddech, a poza tym moje ciało tonąc nie chce nawet w głębokiej wodzie, a co dopiero w ciasnej domowej wannie. W sumie potem wpadłam na pomysł, że można było…
  • Wrzucić do wody suszarkę- niestety kilka dni wcześniej leciała ‚Zielona mila’. Świetny film swoją drogą. Tylko widok smażącego się francuza skutecznie odstrasza od zabaw z prądem… A więc co?
  • Powiesić się? W domu się nie da. za ciężka jestem na żyrandol, a w ogródku ani pól drzewka nie licząc marnego modrzewia i jednej wiśni nizszej ode mnie. Świetnie…
  • Strzelić sobie w łeb też nie ma czym.
  • Rzucić się pod samochód?- nic nie jechało przez godzinę. Poza jedną mamcia z kółka różańcowego. Niestety jej składak nie wystarczyłby do zrobienia mi krzywdy.
  • A może skok z okna? Jasne- tylko czemu mój dom ma tylko jedno piętro, a najwyższy budynek w okolicy dwa?

Co tu dużo gadać- los kpiący z zamierzenia. Światełka nie widać. tunelu także brak.

Własciwie to przesadziłam- nie było aż tak drastycznie. Mocno przesadziłam. I właściwie wszystkie powyższe podpunkty to fikcja i piękny scenariusz, ale za to jak wprowadza w nastrój? Ochota do samobójstwa i cała depresja przeszła mi kiedy sobie uświadomiłam jedną prostą prawdę. Niestety, ale do cholery mam dla kogo jeszcze żyć. A owszem mam. I właśnie ludzie dla których warto żyć, moje rozważania na temat życia oraz wszelakie idiotyczne sytuacje będą dalszą treścią tego bloga. A najważniejsi ludzie dla których warto żyć to:
-rodzice, szczególnie mama.
-Lareth- moja, moja. Ktoś musi dbać, żeby nie zabił jej jej własny instynkt samozachowawczy.
-Bercik- kto by go dręczył jeśli mnie by nie było?
-Pannoparadoksowa Babcia- mama mamy. W sumie to żyję głównie dla jej wypieków i klusek na parze, ale podejście do życia też ma super o ile nie chce mnie nawracać na kółko różańcowe.
-Pannoparadoksowa kuzynka K.- też moje, moje. Z tym, że to ona mnie ubija za mój instynk samozachowawczy.
-dla świata też warto zyć- ktoś musi byc pojebany (w domyśle ja) żeby denerwować resztę ludzkości, zali nie?
-a także R2, 3PO i Jedi- chociaż to nie ludzie, ale kto by ich karmił jakby mnie nie było?
 


  • RSS