Ano, przyszła. Nie da się ukryć. Tatuś i porąbana sąsiadka biegali dzisiaj z grabiami (oczywiście tata po naszym a sąsiadka po swoim ogrodzie) walcząc z tonami opadłych liści. W powietrzu czuć ten specyficzny zapach mokrego, gnijącego świata przeplatany z delikatną nutą palonych liści i chwastów. Temperatury płatają wredne figle- od takich które powodują szczękanie zębami do plus osiemnastu w pełnym słońcu. Tu gdzie mieszkam stale wieje chłodny wiatr. A jak pada to w ogrodzie i na ulicy robią się parszywe błotniste bajora brudzące nogawki i glany…
W taka pogodę w sumie nietrudno o wieczne zmęczenie i brak zadowolenia z życia. Ale w przypadku większości ludzi ta tak zwana jesienna depresja jest tylko jakże inteligentnym i psychologicznym wyjaśnieniem lenistwa które dopada nas w okresie jesiennym. Kto wie, może ma to jakis bezpośredni związek z przestawianiem metabolizmu na system zimowy i zmuszaniem oczu do patrzenia na jednolity zgniły kolor za oknem? Na nieszczęście istnieje niewielka grupa ludzi o zachwianiach emocjonalnych. PRAWDZIWYCH zachwianiach emocjonalnych, spowodowanych przez prawdziwe problemy a nie wyimagowane pierdoły, które dziewczynki czytające bravo uważają za nieszczęścia. Nie moje miłe- złamany paznokieć, tudzież ciaża pozamaciczna w kolanie (ta… czytałam o takiej na jednym blogu- szczere oklaski dla kretynki która na to wpadła. Może sobie podać rączkę z Rutkowską. I najlepiej niech obie wyemigrują na księzyc żeby nam poziomu intelektualnego nie obniżać)- nie są problemami. To są głupie sztuczne problemy potrzebne wam tylko po to, zeby uczynić swoje życie bardziej dramatycznym. Jakbyście nie mogli sie cieszyć póki możecie. a uwierzcie mi, nie za długo to potrwa.
Jesienna depresja nie istnieje. Istnieje za to prawdziwa depresja, dla której jesienna aura, monotonia i cała seria prawdziwych problemów są wspaniałą pożywka. I jedyne co zostaje takiej osobie to zastanawianie się- dlaczego, kurwa, ja? Dlaczego to ja jestem chora, a nie ktoś inny? Czy jestem słabsza, gorsza czy bardziej beznadziejna od kogoś innego?
W inną depresję jesienną nie uwierzę i będę gnoić każdego kto wmówi mi, że ma doła bo oh-ah przyszła jesień. Rozumiem hasła „mam lenia”, „ciśnienie leci w dół i nic mi się nie chce”, „łeb mnie boli”, „przez tą pogodę wiecznie chce mi się spać”. Ale „jesienna depresja” dla mnie jest jak łyżka z matrixa – nie istnieje!