Nudząc się jak cholera postanowiłan napisać cokolwiek. Brak natchnienia oczywiście nie pomógł więc podeszłam do okna liczac na znalezienie jakiegokolwiek tematu do obgadania.
I oto sie pojawił! Niestety zaobserwowałam moją nieco wrednawą i bardzo wścibską sąsiadkę przemieszczającą sie posuwistym krokiem po swoim ogrodzie. Idę o zakład, ze gdybym uchyliła okno (ale za zimno na dworze jest na takie ekscesy…) usłyszałabym nawoływania „Carmen! Dolores!” (imiona psa i kota sąsiadki- i kto mi powie, że jestem pojebana nazywając zwierzeta na cześć postaci z Gwiezdnych wojen?? Lepsze to niz taka telenowela!) .
Wracając do sasiadki. uwielbiam ją (o słodka ironio). Kobieta jest okropna. Jak miałam 11 lat oskarżała mnie o próby smobójcze polegające na skakaniu z okna (mieszkam na piętrze, a pół metra pod oknem jest dach z garażu… śmierć na miejscu murowana). a dziś dopadła mnie i zaczęła wypytywać o pieska (mieszka u mnie od wczoraj. Biała klucha, która podobno ma się stac owczarkiem szwajcarskim :)).

Shit. Przerwa. Zapowiedzieli mi jebanego kolosa z jebanych błon. Pełna frustracja i niechęć do życia.