Mrok to oczywiście ja nie ma co ukrywać.
Zło to moja droga Lareth, jakże by inaczej najlepsza przyjaciółka. Mówi się, że z najlepszą przyjaciółką można iść na zakupy, łazić w szpilkach po mieście i obserwować reakcje facetów. Guano prawda!
Lareth jest moją najlepszą przyjaciółką bo nie możemy chodzić razem na zakupy, nie chodzi w szpilkach i nie obserwuje facetów na ulicy (poza różowokoszulowym wycacanym studentem kosmetologii z którego obie mamy polew). Właściwie to ze Złem wydaje się jakbyśmy znały się od wieków, a nie marny miesiąc. To jest już cholernie ścisła symbioza, a może nawet  helotyzm. A wafel to wie? Ja się tam glonem ani grzybem nie czuję w sumie…
A wracając do Lareth. Jaka ona jest… Całkowicie i zupełnie nieszkodliwa, w momencie kiedy obetnie paznokcie. Poimijając kilka nicnieznaczących faktów, a mianowice: spania z nożem pod poduszką, posiadania uroczego kompletu nożów do rzucania oraz błachego faktu, że swoją nogą obutą w glana sięga mojej twarzy. Należy zaznaczyć, że jest ode mnie niższa o głowę. I na moje szczęście jej glan chamuje przed twarzą ludzi których lubi…
Ja nie sięgam swoją nogą obutą w glana do jej twarzy. Dobija mnie ten fakt xD
Myślę, że opis wystarczający żeby zrozumieć z jakim zmutem się przyjaźnię ;)